Powered By Blogger

sobota, 14 września 2013

Chusta Gail

Mam i ja swoja gail. Chusta urzekła mnie od pierwszego spojrzenia. Wzór do pobrania TU
Robiłam ją drutami 3,5 mm Knit Pro drewnianymi z wymienialną żyłką.
Włóczka peonia 100% akryl, zużyłyłam niewiele ponad 1 motek, czyli około 600m

Robiłam ja równe dwa tygodnie, czas płynął szybko, pomyłek miałam bardzo niewiele, ogólnie wrażenia sa fantastyczne. Chusta na pewno do powtórki. Może pokuszę się o kurs?...





Chusta Gail

Mam i ja:)
Od początku. Kiedy tylko ujrzałam gail poraz pierwszy, zakochalam sie w niej bez pamięci i chyba z wzajemnoscia bowiem wyszła pięknie. Nie uniknekam drobnych błędów, ale tym właśnie jest hand made.
Oryginalny wzór jest na Ravelry pod hasłem Gail, schemat jest bardzo czytelny. Ja uzylam drutow 3,5 mm KnitPro drewnianych. Według mnie sa to najlepsze druty jakie miałam. Kompletnie sobie powoli cały komplet. Kupuje raz na dwa tygodnie kolejny rozmiar. Zylka jest wymieniał a za pomocą kluczyka.
Oto Gail spod mojej ręki


czwartek, 5 lipca 2012

Kamienne domki malowane

w końcu udało mi sie zrobić fotki wszystkim kamieniom moim, choć zaczyna ich przybywać powoli (zawładnęły mną farby olejne, a takowe na kamienie się nie nadają lecz na kanwę), to postaram sie w miare regularnie je dodawać. Jeśli kogoś zainteresuje fotorelacja z "produkcji" takiego domku, poprosze dać znać.
A wkrótce będą kamienne zwierzątka :)
Oto domki:


Strzeliste domki w góralskim stylu, jeden bardziej z czasów Tudorów


Na pierwszym planie stajnia, po prawej kościółek, pozostałe zwykłe mieszkalne "chałupy"










Niektóre sa pomalowane lakierem z połyskiem i to chyba nie najlepszy pomysł. Mat będzie najlepszy.



środa, 6 czerwca 2012

Pastele suche - soft pastels

Kolejną moją pracą jest rysunek wykonany za pomocą suchych pasteli. Cóż to jest za medium!!! Nie dziwię się, że większość znanych artystów posługiwała się pastelami suchymi, to jest naprawdę boskie medium. Dlaczego?
Choć ja posłużyłam się pastelami z "niższej półki", ale jak juz przy okazji kredek polichromowych wspomniałam, że nie tyle ważna jest jakość medium w tym momencie ile umiejętność posługiwania się nim. Na drogie pastele, farby, czy kredki można sobie pozwolić w momencie kiedy każde z wymienionych medium uda nam się okiełznać. Poprostu szkoda pieniędzy. Co nieznaczy, że odradzam lepsze produkty. W żadnym wypadku!
W przypadku kredek polichromowych, ja akurat zainwestowałam w te "z górnej półki" bowiem uważam, że moje rysunki są na wystarczającym poziomie (ależ jestem mało skromna) aby traktować je profesjonalnym medium. Poza tym, kolorów kredek nie można mieszać, jedynie nakładać na siebie warstwy, tak więc wymagana ilość kolorów jest baaaardzo duża. Sama skóra twarzy to ok 20 kredek, nie licząc oka, ust, włosów... Dlatego tez postanowiłam od razu kolekcjonować wysokiej klasy kredki.
Co do farb akrylowych, hmmm, z nimi to jest tak: jak zainwestuje się w dobre farby (cryla, system3,w&n...) to mamy mniej frustracji. Zależy też do czego używamy akryli. Jeśli chodzi o obrazy na blejtramie to stanowczo polecam... olejne farby, zwłaszcza do portretów, gdyż tam musimy sporo się namieszać aby osiągnąć kolor skóry. Ja akryle uwielbiam w decoupage, w malowaniu kamieni, fajnie też maluje się nimi rośliny, drzewa. Natomiast portrety, skąplikowane pejzaże - oleje.
Pastele, poniżej moja praca - flamingo


w celu powiększenia proszę kliknąć na zdjęcie


Pastele mają pewien podział, wyróżniamy pastele olejne (oil pastels), pastele suche (soft pastels)
Flamingo wykonałam suchymi pastelami (z najniższej półki), z efektu jestem zadowolona, bo jak już wspominałam sukces tkwi nie tyle w jakości medium, ile w warsztacie :)
Tanie pastele są o tyle kiepskie, że mają dość "brzydką" paletę barw, ubogą i kolory są jakieś takie mało ciekawe. Z flamingiem miałam spory problem, bowiem nie miałam odpowiednich kolorów i w efekcie musiałam się sporo namieszać. Pastele są wdzięcznym medium, wspaniale współpracują z artystą, kochają je spore rzesze twórców.
Mieszają się znakomicie na powierzchni malowanej, nie trzeba czekać aż wyschną (jak olejna farba), mają bardzo intensywny pigment. Wadą jest to, że się pylą. Gotowe dzielo należy utrwalić fiksatywą, spryskująć cienką równomierną warstwą.
W suchych pastelach można się spotkać jeszcze z dodatkowym podziałem na pastele suche miękkie i twarde. Miękkie są zazwychaj o przekroju walcowatym, twarde natomiast są w bloczkach i nadają się do robienia szkiców i nie tylko. 
Do szczegółów używam też pasteli w kredce, czyli kredek pastelowych - fantastyczny wynalazek, daje cienką, precyzyjną kreskę, bardzo dobrze sprawdzają się w portretach (oczy, usta, kolczyki, włosy).
Na dziś o pastelach tyle, aktualnie mam zamiar zainwestować w lepsze pastele i większą paletę barw, tak więc niebawem przedstawię parę pomysłów i sposobów na okiełznanie tego cudownego medium.
A i na koniec, skąd pochodzi nazwa - pastele? Kiedys czytałam dość popularną bzdurę, że od tego iż są to pastelowe kolory... Według mnie STRASZNA BZDURA!!!!
Moja opinia - pastele.... pasta, czyli po wlosku ciasto, a pastele tak sie właśnie wyrabia, jak ciasto, pigment w proszku łączy się z różnymi utwardzaczami i w zależności od tego ile jest użytego "wypełniaczo-utwardzacza" mamy miękkie lub twarde.
I myślę, że jest to coś pomiedzy kredkami a farbami, takie farby w sztyfcie. Ja się w nich zakochałam.
W następnym poście napiszę o pastelach olejnych.


sobota, 2 czerwca 2012

Portrety

Bez reszty pochlonęła mnie sztuka. Zaczynam odkrywać jak to jest posługiwać się różnymi mediami. Najpierw były farby akrylowe, fajne medium ale narzekam jak większość, że zbyt szybko wysychają. A dodawanie opóźniacza jest dla mnie nie za bardzo trafione.
W następnej kolejności przez czysty przypadek dokonałam odkrycia ołówka - fajna sprawa, zrobiłam parę szkiców, portetów, nawet zabawiłam się w fotorealizm... Lecz jak dla mnie ołówek jest oczywiście niezwykle 'elegancki', klasyka tyle, że bardzo smutny, a to z powodu tych wszystkich szarości. Po ołówku przyszła kolej na pastele olejne, suche - jest to jedno z moich ulubionych medium i dodam, że dość "łatwe w obsłudze" a i efekty są błyskawiczne ale niestety dość drogie, bowiem tańsze zamienniki mają dość ubogą paletę barw, natomiast te bogate w barwy też i bogato kosztują...
Ale teraz jednak pracuję nad ... kredkami polichromowymi, a dokładniej nad portretami wykonanymi tymże medium.
To jest mój pierwszy portret, jest to dzidziulek naszych serdecznych znajomych, maluch ten jest mi bardzo bliski i postanowiłam na jego pierwszy roczek podarować mu jego portret nad którym sporo się trudzę


(aby zobaczyć zdjęcie w całości, proszę na nie kliknąć - otworzy się w nowym oknie)

Portret jest jeszcze nie skończony, został mi sliniaczek i rękawek bluzeczki. Do stworzenia tego dziełka użyłam kredki polichromowe Faber Castell, na samą skórę użyłam ok 20 kolorów, sporo, ale tyle trzeba żeby osiągnąć efekt bliżej prawdy. Portret rysuję ze szkicu i małego zdjęcia bardzo złej jakości niestety, dlatego nie jest mi łatwo zwłaszcza, że to moja pierwsza praca tego typu.
Mam nadzieję, że spodoba się komuś i zainspiruje do spróbowania rysunku kredkami. Dodam, że kredki do łatwego medium wbrew pozorom nie należą, gdyż trzeba mieć sporą wyobrażnię w zakresie barw, bowiem raz położona barwa dość opornie się usuwa, poza tym należy z wielkim wyczuciem kłaść kolejne warstwy, tak aby po 2 czy 3 nie wypełnić porów w papierze bo wówczas nic więcej już nie narysujemy. Jest to bardzo żmudna praca i dla wyjątkowo cierpliwych... No i sukces tkwi nie tyle w kredkach ile w umiejętnym posługiwaniu się nimi, a to tylko praktyka i ćwiczenia. Na koniec dodam, że kredki muszą być wyjątkowo ostro naostrzone i co kilka pociągnięć należy je odwracać, aby zawsze rysować końcem jak igła.
Do niedawna kredki kojarzyły mi się z dziecięcymi rysunkami, ze szkoły lub przedszkola a okazuje się, że to wspaniałe medium potrafi wiele... Zachęcam.

niedziela, 6 maja 2012

Malowanie kamieni, ciąg dalszy

A oto kolejna porcja moich domków na kamieniach. Malowanie naprawdę wciąga. Wszystkie domki są malowane farbami akrylami artystycznymi, nie są pociagnięte jeszcze lakierem (myslę tu o matowtm). Wcześniej stosowałam werniks szkący, ale on jednak najlepiej pasuje do decoupage. Na domkach wygląda nienaturalnie.
Ostatnio wpadłąm na pomysł umieszczenia domków w doniczkach obok roslinek, ale najpierw lakier.
Można tez postawić je w dowolnym miejscu w domu, oranżerii czy w ogrodzie. A nawet jako "door stop".





I w dziecięcych raczkach :)








środa, 2 maja 2012

Painting on the rocks - Malowane domki na kamieniach

Kolejna moja pasja, malowanie kamieni. Fantastyczna zabawa dla całej rodziny, bardzo relaksująca i pozwalająca wprowadzić w życie marzenia o wlasnym domku :)
Potrzebne do tego są oczywiście kamienie, bardzo różne, jedyny warunek muszą być stabilne na twardym podłożu. Następnie farby akrylowe, lakier, pędzle, szpachla do drewna i pomysly :)
Za pomoca szpachli do drewna buduję kominy i wykusze okienne, czasem fikuśne wieżyczki :)

oto moje ostatnie domki




Domki malowałam ze wszystkich stron, kamienie zbieram najczęściej nad morzem, ale czasem jak widze ciekawy kształt to zbieram wszędzie, a potem 'targam' to wszystko do domu :)
Po malowaniu kamienie pokrywam lakierem z połyskiem (werniksem szklącym uzywanym do decoupage firmy Maimeri).

A to kamienie przed obróbką, oczekujące w kolejce do malowania:


Dzisiejsze zbiory, dość skromnie ponieważ trafiłam na przypływ a dno jest na tyle kamieniste, że chodzenie boso tylko dla wytrwałych. Ale i tak udało mi się wydobyć sporo "zamków" i "kościołów" jak to mawia mój mąż, kiedy zobaczy ciekawy kamień i krzyczy przez pół plaży - mam super kościół!


A  jeszcze a propos szpachli, na powyższych fotkach widac dzwonnicę kościoła i w jednym z domów komin. 
Komin wyszedł nie za fajnie, bowiem szpachla, która miałam rozpływała się i ciężko było cokolwiek uformować. Dlatego nie polecam szpachli w tubach tylko w pojemnikach.
Moja ostatnia, jest dobra zakupiłam w Morrisonie, poprzednia sklep budowlany.
Mam nadzieję, że komuś spodobają się moje 'wille' i będzie chciał troszkę powymyślać ze mną, zapraszam. Proszę pytać śmiało w razie wątpliwości jak i co namalować.
Życzę miłego domkowania :))

Na zakończenie, jeszcze fotki malutkiego domku. Jedno z moich najmłodszych dzieci poprosiło mnie o namalowanie takiego domku, ma być tak mały żeby zmieścił się do kieszonki, bo w przedszkolu musi Pani pokazać :)) ach te pociechy, jak ja to uwielbiam. Więc nie było zmiłuj, mamusia szybko domek namalowała :)







sobota, 28 kwietnia 2012

Czas na chleb

Nie ma dnia bez chleba, u nas jest tylko ten nasz - swojski, na zakwasie. Wiele lat uczyłam sie, zgłębiałam tajniki wypieku chleba... niby to takie proste, a jednak. Jak to mawia mój znajomy, ktoś kto upiecze chleb jest już "kimś". To bardzo miłe, ale jest w tym troszkę prawdy dodam mało skromnie.
To do dzieła
dzisiejszy chleb jest tradycyjny, wypiekany w gorącym piekarniku, wyrasta w koszyczku...
Po pierwsze, potrzenby będzie koszyczek do wyrastania chleba, taki specjalny jest u nas bardzo drogi, tak więc ja jako że lubię oszczędność rozsądną, zakupiłam w sklepie hobbycraft koszyczek do ikebany kwiatowej. Zdemontowałam z niego rączki, folię i gotowy


A tak po zdemontowaniu, gotowy do wyrastania ciasta


Wiejski chleb by Noriko


Do wyrobienia ciasta:
Do misy wsypujemy 1 kg mąki chlebowej (ja kupuję z Lidlu  mąkę chlebową, pszenną), 500-600 ml letniej wody (w zależności jak chłonna jest mąka), do tego dodaję 2 kopiaste łyżeczki soli morskiej, 4 spore chochle (do zupy ) zakwasu chlebowego żytniego - przepis na zakwas w poprzednim poście.
Mieszamy wszystko do połączenia i wyrobienia (ja ten etap zostawiam mojej maszynie do chleba albo robotowi z końcówką do  ciast drożdżowych).
Gotowe ciasto przekładam do koszyczka, który uprzednio wyścielam tetrą lub muślinem lekko posypanym mąką. Przykrywam i czekam.
W przypadku wiekowego zakwasu ciasto wyrosnie błyskawicznie do godziny, w przypadku młodego zakwasu - nawet 24h
Po wyrosnięciu, nagrzewam piekarnik do 200st C, wyrośniete ciasto przekładam (jak babkę w piaskownicy z foremki) na blaszkę - to jest bardzo trudny etap wymagający nie lada zręczności bowiem nie możemy obchodzić się zbyt gwałtownie bo opadnie.
Przełożone ciasto błyskawicznie wkładamy do pieca i czekamy. Ja dodatkowo w piecu umieszczam na samym dole formę do ciasta wypełniona wodą - dla lepszej wilgotności, nie jest to wymagane (czasem zapominam).
Piekę ok 45-60 min do zbrązowienia.
I chleb gotowy....



Życzę smacznego wypiekania :))




sobota, 7 kwietnia 2012

Decoupage

Kilka lat temu zakochałam się w tej sztuce, jest piękna, twórcza i daje niezwykłe niepowtarzalne efekty.
Postanowiłam zmierzyć się z decu. I oto co wyszło...



Robiłam ją bardzo długo, nie spieszyłam się, zajęło mi to blisko 2 lata... Troszkę zrobiłam odkładałam, bo nie miałam koncepcji co dale, to jest moje pierwsze dzieło w decu. I ostatnio, jako że doczekałam sie swojej pracowni, rzuciłam się w wir wykańczania projektów.
Ramka była pierwotnie brązowa (mdf) pomalowałam ja jasna farbą duluxa do drewna i metalu. Potem nanosiłam motywy serwetkowe, liście domalowywałam farbami. Następnie cieniowania. Aż w końcu odważyłam się na użycie kraka 2 składnikowego, efekty mnie zadowoliły. Spękania wypełniałam miedzianym magic touch, nadmiar usuwałam terpentyną. Na końcu dodałam złote reliefy i lakier nitro.
To tyle w moich poczatkach, mam nadzieję, żę się komus spodoba.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Zima zimą, czas na zakwas chlebowy :)

Zakwas do chleba
Mój znajomy, którego kiedyś gościłam w domu, poczęstowałam go moim domowym chlebem, na własnym zakwasie... słowa, które powiedział wówczas ów znajomy bardzo zapadły mi w pamięć..." ktoś, kto sam potrafi upiec chleb, jest naprawdę Kimś"...
Zrobiło mi się niezmiernie miło, dla mnie pieczenie chleba to codzienny obowiązek, domownicy innego nie spożywają.
Początki moje z zakwasem były mało ciekawe, a to dlatego, że naczytałam się w necie, że zakwas chlebowy to niezwykle kapryśny stwór i proces technologii produkcji jest bardzo skąplikowany.
Nic bardziej mylnego.
Oswajamy zakwas. Zanim na dobre wzięłam się za produkcję zakwasu, sięgnęłam po wiadomości z biologii i chemii. Tak, tak, dzięki temu wszystko co obce i strasznie trudne staje się logicznie uporządkowane i przystępne.
Pamiętam, że kiedy czytałam różne instrukcje hodowli zakwasu, myślałam sobie, że wyhodowanie zakwasu graniczy z cudownymi wręcz magicznymi umiejętnościami na pograniczu niemalże czarów.
A tu niespodzianka.
Zakwas chlebowy to nic innego jak sfermentowana mąka najlepiej żytnia. Dlaczego? Bo najsilniej fermentuje.
Produktem fermentacji są drożdże, które do swojego życia potrzebują substancje odżywcze zawarte w otoczkach ziaren zbóż, dlatego czysta biała mąka nie sfermentuje prawidłowo i potrzebna będzie razowa.
Poza tym aby drożdże się dobrze rozwijały potrzebują temperaturę pokojową. Najniższa, przy której jeszcze pracują ale bardzo powoli to jest 16 st C, najwyższa to 28-30 st C
Optymalna - pokojowa. Na poczatku, kiedy nie mamy jeszcze zakwasu, dopiero zaczynamy dobrze jest zapewnić naszemu zakwasowi temperaturę nieco wyższą, ok 25 st C. Ja do tego zakupiłam sobie kiedys elektryczną tackę do robienia jogurtu, sprawdza się znakomicie. Ale bez tacki tez damy radę.

Zakwas chlebowy

Potrzebny jest szklany, tudzież gliniany pojemnik, słoik. Wyparzamy go, podobnie jak i drewniana łyżkę do mieszania. Należy zadbać o czystość.
Sypiemy do wyparzonego wcześniej naczynia ok 250g mąki żytniej razowej i dodajemy wodę w temperaturze ok 25-30 st C (ledwo letnia). Wody musi byc tyle aby po wymieszaniu z mąką ciasto miało konsystencję śmietany (jak będzie rzadsze to nie szkodzi). Mąka żytnia miesza się z wodą dość łatwo.
Po wymieszaniu pojemnik przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce (polecam tackę fermentacyjną, lub też na górę szafek kuchennych).



Po 4-5 dniach zakwas będzie gotowy, na tym etapie jest bardzo młody i nie jest tak silny jak stary zakwas, ale powoli...


Prawidłowo sfermentowany zakwas (juz pachnie chlebem - lekko octowo jabłkowo)

To jest zakwas niemalże dwuletni, ale niczym się z wyglądu nie różni od młodego zakwasu. Taki zakwas może stać kilka dni bez dokarmiania, ja mam taki harmonogram;
ponieważ piekę chleb codziennie, lub co 2 gi dzień, zakwasu mam zawsze sporo.
Co tydzień kupuję 1 kg mąki żytniej tylko na zakwas, dzielę ją sobie na 2 porcję po ok 0,5 kg i w ciągu 1 tygodnia wsypuję 2 razy po tej 1 porcji, mieszam, dodaję letnią wodę i odstawiam. 
potrzebną ilość zakwasu biorę do chleba codziennie lub co drugi dzień, w zależności jak często piekę chleb.
Co do chleba, podam szczegóły w kolejnym poście.
Trudne?
Wieżerzę, że nie, i w dodatku do szybkiego opanowania. W końcu nasze babki i pra babki robiły to na codzień nie mając żadnych tacek fermentacyjnych, termometrów, często też i wiedzy ścisłej. A wyczyniały pyszności.
Tak więc co szkodzi i nam dorównać babkom i pra babkom?
Tymczasem ja lecę coś upichcić :)
Zapomniałam, najstarsze zakwasy liczą sobie nawet po 300 lat i są przechowywane w piekarniach z tradycjami... 


 
blogger template by arcane palette